Boss VO-1, czyli mów-do-mnie-mów

Tak małego wokodera w kostce jeszcze nie było. Boss w swoim standardowym opakowaniu zdołał zmieścić czterofunkcyjny efekt dedykowany do gitar, basów i każdego innego instrumentu z wyjściem jack.2016-11-30-10-52-52

Historia wokodera (vocoder – voice coder) sięga 1928 roku, kiedy to w amerykańskich laboratoriach Bella (AT&T),  Homer Dudley zbudował pierwsze tego typu urządzenie. Zostało one stworzone nie dla muzyków, a dla potrzeb telekomunikacji (posłuchajcie jak działało). Jego powstanie było związane z poszukiwaniami sposobu na zmniejszenie ilości miejsca zajmowanego przez pojedynczą rozmowę w kablu transatlantyckim. Coś co wtedy było wizjonerstwem, dziś w dobie telefonii komórkowej stało się normą. Zresztą już w czasie II Wojny Światowej wokodery zostały użyte w wojskowym Projekcie X. Ich możliwości były wykorzystane do prowadzenia zaszyfrowanych rozmów na najwyższym szczeblu pomiędzy Franklinem a Winstonem Churchillem. Choć maszyna szyfrująca nazwana SIGSALY pozostawała tajemnicą do lat 70. to już w latach 50./60. wokoder dotarł do świata ówczesnej muzyki elektronicznej. Później z sukcesem użył go w 1974 roku Kraftwerk na płycie Autobahn, potem pojawił się u Floydów w piosence Dogs na albumie Animals (1977). Ale te najbardziej znane przykłady to In The Air Tonigh Phila Collinsa czy Radio Gaga Queenu.

Wokoder w kostce

Nasz główny bohater, VO-1 wygląda jak każdy inny efekt Bossa. Po jego prawej stronie znajdują się wejścia mikrofonu XLR i gniazdo gitarowe. Po lewej zamontowane są wyjście efektu i złącza pętli, służącej do podłączenia innych kostek, jakie chcemy by znalazły się pomiędzy gitarą a wokoderem.
Pamiętajmy, że efekty umieszczone w pętli będą działać zarówno na czysty sygnał gitary jak i na dźwięk wychodzący z wokodera. Teoretycznie możemy wpiąć np. przester przed VO-1 ale musimy pamiętać, że wokoder jak każdy efekty typu pitch nie lubi zdegradowanego sygnału. Dlatego producent wbudował w niego pętlę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Z tyłu kostki, tak jak w każdym Bossie zlokalizowane jest gniazdo zasilania i przełącznik czułości mikrofonu.
Na górze efektu znajduje się pięć pokręteł. Pierwsze od lewej to podwójny potencjometr Level/Blend, służący do ustawiania poziomu ogólnej głośności i balansu sygnału gitary w stosunku do sygnału wokodera. Dwie kolejne gałki to Tone i Color. Ich wpływ na dźwięk zmienia się w zależności od wybranego algorytmu, co odbywa się poprzez zmianę położenia piątego pokrętła nazwanego Mode. Generalnie Tone, działa następująco: jeśli przekręcimy go bardziej w lewo, podkreślimy tony niskie (ciemne brzmienie); bardziej w prawo i usłyszymy więcej tonów wysokich (brzmienie stanie się jasne, świdrujące).

Cztery tryby do wyboru

Choir (chór) – brzmi jak jeden z programów, który został „ukradziony” z syntezatora Boss SY-300. Działa polifonicznie i jako jedyny nie wymaga do pracy korzystania z podłączonego mikrofonu. Gałka Color zmienia nieco charakter syntetycznego ah.
Vintage – klasyczny dźwięk wokodera jaki znamy z instrumentów klawiszowych. Do granego dźwięku czy akordu dokłada syntetyczną harmonię. Doskonale sprawdza się nie tylko w śpiewaniu głosem obcego, ale też do podkreślania solówek czy zagrywek efektem zbliżonym do działania kaczki. Wystarczy zacząć podśpiewywać wah-wah-wah i gotowe. Dzięki temu, że nad głosem mamy inny poziom kontroli , w efekcie brzmienie końcowe jest inne niż to do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w przypadku wah.
Warto przypomnieć, że na wybrzmiewającym dźwięku również możemy zmienić wysokość nasze mówienia czy spiewania, co od razu przyłoży się na brzmienie produkowane przez wokoder.
Advanced – tutaj dźwięk jest mniej „zamulony”, ale przy okazji daje też bardziej robotycznie brzmienie, co nie zawsze musi się podobać. W dwóch powyższych trybach gałka Color odpowiada za zmianę płci z męskiej na… nosową i piskliwą.
Talk Box – Ostatni algorytm to sposób na to by frazę „uła-uła-u-uuu” (Bon Jovi Livin’ On A Prayer; ewentualnie można zaśpiewać coś w stylu „łał-łał” i też zadziała –It’s My Life) zamienić na muzycznego hita. Talk Box w wykonaniu Bossa nie brzmi tak głęboko i śpiewnie jak oryginalny Heil HT-1, jaki możemy usłyszeć na przywołanych nagraniach. Za to w przeciwieństwie do pierwowzoru nie wymaga trzymania w buzi niehigienicznej i ohydnej plastikowej rurki. W tym trybie Color ustawia poziom przesterowania Talk Boxa.

Podsumownie

Wokoder to efekt z typu tych, które warto mieć gdy się ma na nie pomysł. Jego umiejętne użycie może być intrygujące, ale ciągłe sięganie po niego robi się nudne (przykładu ze względu na szacunek dla całokształtu nie wymiennie).
Zaletą Bossa VO-1 są nie tylko możliwości, ale też jego kompaktowe wymiary. Konkurencyjny EHX V256, co prawda kosztuje tyle samo i pozwa;a zaśpiewać jak Cher w Believe, ale jest dwa razy większy. Wybierając Bosa weźmy jednak pod uwagę, że jeśli ma on być wykorzystywany przez wokalistę, to nie obejdzie się w tym przypadku bez dwóch mikrofonów – jeden dla wokalu, drugi dla wokodera. Niestety w VO-1 zabrakło wyjścia XLR Thru, którym można by podłączyć sygnał do miksera.

Cena: ok. 1000 zł
Dziękujemy Roland Polska za udostępnienie efektu do testu.
Wideo: Roland/Boss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *