Miecz tnący powietrze: Boss Katana-Air

Boss dołącza do grona producentów oferujących małe, biurkowe wzmacniacze i robi to z przytupem. Katana-Air nie dość, że jest mała to ma w zestawie system bezprzewodowy, pozwalający grać zupełnie bez kabli. Podkład będziemy mogli puścić z telefonu przez Bluetootha, a gitarę również podłączymy cyfrowo droga „powietrzną”.

Seria wzmacniaczy Katana cieszy się już od pewnego czasu dużym powodzeniem. Trudno się temu dziwić, bo gra lepiej niż multiefekty z serii ME/GT czy wzmacniacze Roland Cube, bazujące na ostatniej generacji modelowania COSM (GT100, GT-1, GP-10 itp.). Wynika to z faktu, że do Katan trafiły nowsze algorytmy, które po raz pierwszy pojawiły się we wzmacniaczach z serii Roland Blues Cube. O samej serii pisałem już wcześniej, warto jednak wspomnieć, że otrzymała ona ostatnio dość istotną aktualizację oprogramowania V. 2.0 i gra jeszcze lepiej niż na starcie.

Nowa Katana zadebiutowała w zupełnie nowej, biurkowej formie, która czy tego chcemy czy nie chcemy od razu stawia ją jednym w szeregu z Yamahą THR 10 i Voxem Adio Air. Mnie ta sytuacja bardzo cieszy, bo konkurencja w tym segmencie wzmacniaczy oznacza tylko, że będą one jeszcze lepsze.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Na razie o Katana-Air wiemy tyle co mówi nam specyfikacja. Roland opisuje ten model jako „pierwszy na świecie totalnie bezprzewodowy wzmacniacz gitarowy”. I tak rzeczywiście jest, bo jako pierwszy producent zebrał w jednym sprzęcie to co inni poupychali w różnych rozwiązaniach. Mam tutaj zarówno interfejs Bluetooth, którego brakuje w THR-ze oraz dołączony gitarowy nadajnik bezprzewodowy. Na ten ostatni były co prawda przygotowane konkurencyjne, znacznie większe Spidery z serii V. Tyle, że w ich przypadku razem ze wzmacniaczami nie było w zestawie nadajnika, nie wspominając już o możliwości bezprzewodowej łączności z telefonem.
Roland poszedł na całość i łączy bezprzewodowe przesyłanie podkładów, bezprzewodowe podłączenie gitary i… brak przewodu zasilającego w jednym sprzęcie – przynajmniej na 10 godzin, bo potem trzeba wymienić baterie.

Kilka faktów o Katana-Air

Tak jak poprzednicy Air posiada pięć brzmień do wyboru: Clean, Crunch, Lead, Brown (wywodzące się z cyfrowej serii Waza) oraz Acoustic służące do nagłaśniania gitary akustyczno-elektrycznej. Na ten moment jeszcze nie wiem, czy można w tym modelu odkryć ukryte wzmacniacze, jeśli tak to oznaczałoby tylko, że ich liczna wzrosła by do 28…
Do dyspozycji mamy również 55 efektów i sześć pozycji w pamięci by zapisać ulubione ustawienia.
Nominalnie wzmacniacz może pracować z sumaryczna mocą 30 watów, generowaną przez dwa głośniki (2x15W) szerokopasmowe. Na zasilaniu bateryjnym ich moc jest ograniczana do 20 watów.

Jak wspomniałem Katana jest wyposażona w nadajnik bezprzewodowy i w związku z tym znajdziemy na jej obudowie specjalne gniazdo służące do jego ładowania. Choć raczej nie będziemy musieli z niego zbyt często korzystać, bo nadajnik ma działać przez 12 godzin i przechodzić w stan uśpienia, kiedy z gitary nie płynie dźwięk.
Kiedy to piszę mam deja vu. To chyba dlatego, że Line 6 G10 nie dość, że bardzo podobnie wygląda to tak samo się zachowuje…

Całość zapowiada się bardzo obiecująco. Pytanie tylko czy na drodze do sukcesu jaki osiągnęła Yamaha THR, nie stanie cena Aira. Ten wzmacniacz, choć mały okazuje się być najdroższym modelem z serii i ma kosztować ok 1900 zł! Oczywiście rozumiem, że system bezprzewodowy całkiem sporo kosztuje, ale nie wiem czy nie lepiej by było sprzedawać nadajnik jako opcję.

Tak na koniec…

Premiera Katana-Air miała miejsce podczas zakończonych właśnie targów elektroniki konsumenckiej CES, które odbywają się w Las Vegas. Można zapytać, dlaczego Roland nie poczekał z nią na coroczne święto gitarowych nerdów, czyli NAMM 2018, który wystartuje lada moment.

Mnie to zupełnie nie dziwi. CES to targi dla każdego fana nowych technologii, w tym i gitarzystów. Namiot Gibsona stała tam już kilka lat temu (i dobrze, bo mogłem w nim przybić piątkę z grającym na gitarze Kevinem Costnerem), a i Roland nie pojawił się tam po raz pierwszy. Katana-Air i jego „cyfrowość do kwadratu” jest właśnie takim konsumenckim produktem nowych czasów „dla każdego”.  W zamyśle ma być trzecim wzmacniaczem dla takich sprzętozbieraczy jak ja, ale też domowym, sypialnianym ampem dla tych, którzy chcą odpocząć po ciężkim dniu pracy grając dziewczynie, żonie, dziecku, albo samemu sobie.

Czy to będzie konkurent THR, Adio? To się okaże dopiero po testach. Wiem jednak, że Katana 50 miała duży potencjał by być numerem 1, ale… jest jednak za dużym wzmacniaczem by stawiać go obok tamtych dwóch. Na odpowiedzi musimy poczekać.

Cena: ok. 1900 zł
Info, zdjęcia, wideo: Boss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *