Yamaha THR 100HD: emulacje na piątkę

Ten head to powrót Yamahy do modelowanych wzmacniaczy, jakimi kilka lat temu była seria DG. O koncepcji tego wzmacniacza pisaliśmy tuż po jego premierze. Teraz nadszedł czas na weryfikacje zapowiedzi z rzeczywistością.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Zanim przejdę dalej zacznę nietypowo, bo od anegdoty. Tuż przed oficjalnym debiutem THR-a, na facebookowym profilu cyfrowogitarowo.pl, udostępniałem pierwsze „przecieki” pokazywane przez Yamahę. Były to zdjęcia detali heada z niewiele mówiącym napisem H2791. Cały czas twierdziłem, że to nazwa modelu, czy też nazwa kodowa tego co za chwilę pojawi się na rynku. Jak można się domyśleć bardzo się myliłem. Przekonałem się o tym całkiem nie dawno.
H2791 to… data. Konkretnie japońskie oznaczenie daty, kiedy miał premierę THR100H. Miało to miejsce 1 września 27 roku epoki Heisei (平成), która trwa od 8 stycznia 1989 roku do dziś. Według Wikipedii „zgodnie z tradycją, wstępujący na tron cesarz wybiera nazwę dla epoki, która będzie określać okres jego panowania. Cesarz Akihito wybrał nazwę Heisei, co w wolnym tłumaczeniu oznacza budowanie pokoju.” Ot… nieznajomość różnic kulturowych.

THR: przypomnienie

Nowy THR dostępny jest w dwóch wersjach: 100H i 100HD. Różnią się one tylko tym, że wersja HD, odpowiada dwóm wersjom H. Są one zupełnie niezależne. Można podłączyć do nich dwie różne gitary lub korzystać z nich w trybie dual mono.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Na przednim panelu oprócz znanej z klasycznych wzmacniaczy sekcji EQ, najważniejsze jest pokrętło wybór jednej z pięciu emulacji wzmacniaczy. Do dyspozycji mamy modele nazwane przez Yamahę, jako: Solid, Clean, Crunch, Lead, Modern. W istocie są to cyfrowe odpowiedniki takich modeli jak Roland JC-120, Fender Deluxe Reverb, Vox AC-30, Marshall Plexi i Mesa/Boogie. Oprócz tego ustawienie poziomu Boostera, pogłosu i ustawienia sekcji wzmacniacza mocy, czyli pokrętła Master oraz Presence. Całość uzupełniają przełączniki Boostera i wyboru wzmacniacza, jaki w danej chwili słychać (I,II lub I+II).

Końcówka mocy ma jeszcze dodatkowe ustawienia na tylnym panelu. Tu znajduję się przełączniki rodzaju pracujących w niej lamp oraz przełącznik wyboru klasy (A/AB) wzmacniacza.
Wzmacniaczem sterujemy albo z panelu, albo za pomocą wygodnego przełącznika nożnego. W wersji HD obsługuje on włączanie kanałów, pogłosu, booster i pętli efektów.

Jak to gra

Spektrum brzmieniowe THR-a rozciąga się od jazzowego lejącego się miodu, po ciężkie tłuste brzmienia. To wszystko mieści się w tej małej paczuszce. Najważniejsze, że z szatańskiego brzmienia tylko ruchem gałki Volume na gitarze można przejść do grania anielskiego ballad. I to jest punkt, który sprawia że potrafi ująć nawet lampowego twardziela. Oddanie ekspresyjności i odczucia gry stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Każda zmiana sekcji EQ , klasy pracy czy rodzaju lamp w końcówce jest nie tylko słyszalna, ale ją się czuję w ręce.
THR to także trzy wbudowane boostery, które mimo, że cyfrowe całkiem sprawnie sobie radzą i uzupełniają emulacje wzmacniaczy. Jeśli to za mało, albo jeśli wydają się nam za bardzo cyfrowe to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby między gitarę a heada wpiąć analogowe kostki. Yamaha bardzo ładnie się z nimi dogaduje i poszczególne emulacje reagują na przestery tak jakbyśmy oczekiwali tego od lampy.

Nieco zastrzeżeń mam do pętli efektów, która wprowadzała słyszalny, szczególnie na słuchawkach, szum. Nie jest to kwestia wpiętego efektu (tu akurat H9), ale samej pętli. Po jej spięciu kablem szum wciąż był. Przed zakupem zwróćcie na to uwagę, bo być może problem dotyczył tylko testowanego egzemplarza, który pochodził z przedprodukcyjnej partii. Dla uspokojenia napiszę, że wyciszony do zera prawdziwy Roland JC szumie zdecydowanie bardziej, ale… ten typ tak ma. Z pętlą związany też jest inny problem. Nie da się jej włączyć bez przełącznika nożnego.

Wbudowane pogłosy, nie są tak dynamiczne jak te z H9 wpięte w pętlę, ale bez wątpienia użyteczne. Mając do wyboru: brać na scenę dodatkową koskę czy jej nie brać. Proponowałbym to drugie, chyba że zależy nam na dopieszczaniu ustawienia pogłosu czy też specyficznym brzmieniu. Jedna gałka tutaj niestety za wiele nie zdziała.
Na koniec uwaga: Wzmacniacz ma co prawda 100 watów mocy i potrafi zagrać głośno, ale nie wydaje się tak głośny jakby na to wskazywała tabliczka znamionowa.

Oprogramowanie i impulsy

THR 100H/HD nie potrzebuje do pracy komputera, ale jeśli chcemy zmienić booster czy reverb przypisany do danego wzmacniacza się nie objedzie. Tak samo potrzebujemy oprogramowania by wybrać czy też wgrać impulsy, jakie mają zagrać na wyjściach liniowych. Z poziomu aplikacji włączymy/wyłączymy bramkę szumów, a także ustawimy tryb pracy pętli efektów (szeregowy lub równoległy). W przeciwieństwie do THR-a 10 head, poza wyborem stopnia działania (1,2,3), bramki nie oferuje żadnych ustawień. Możemy tylko wybrać typu Boostera czy Reverbu.

W aplikacji można wybrać rodzaj boostera (przesteru "w kostce") i typ pogłosu.

W aplikacji można wybrać rodzaj boostera (przesteru „w kostce”) i typ pogłosu.

Impulsy muszą być zgodne z wymaganiami THR-a, więc nie wszystkie dadzą się załadować bez wcześniejszej konwersji. Niemniej ich obsługa to mocny punkt heada, bo potrafi zupełnie odmienić wydawałoby się takie samo ustawienie wzmacniacza. Tutaj warto eksperymentować i szukać pasujących nam impulsów. A tych darmowych i płatnych jest na rynku bardzo dużo. Tym bardziej, że można wybrać wzmacniacz Solid, wgrać impuls, będący odpowiedzią impulsową gitary akustycznej, dołożyć lekki pogłos i zagrać właśnie na akustyku.

Uwaga! THR100 NIE JEST, tak jak „10-tka” intefejsem audio!

Podsumowanie

O tym, jak gra ten wzmacniacz najlepiej przekonać się samemu. Nagrania wideo pokazują tylko brzmienie prezentowanych produktów, a to może być piękne i soczyste, nawet wtedy kiedy jego źródłem nie jest zaawansowane multi. Diabeł tkwi w szczegółach. Trudno na filmie pokazać w jakim zakresie brudne brzmienie czyści potencjometr Volume, jak reaguję emulacja na kostkę, a jak na palce itd. A THR100 ma właśnie to wszystko czego nie widać.
Nie mogę powiedzieć, że nie ma lepszych. Są. Ale np. na jednej z prezentacji (nie z YT, a na żywo) lepsze wrażenie zrobił THR niż… Helix. Szczególnie podłączony do prawdziwej paczki brzmi autentycznie.

Obok zalet są także wady. Wielkim minusem tego heada jest skopiowanie lampowej logiki do cyfrowej technologii i postawienie w tym miejscu „kropki”. Nie można się przyczepić do cyfrowej lampy jaką jest THR. Tu czapki ściągamy z głów. Za to, zrezygnowanie z choćby 5 banków pamięci ustawień i możliwości sterowania MIDI jest dla mnie wielkim błędem. Jeśli ustawimy jazzowe czyste brzmienie na kanale I, a szatana na II to nawet po połączeniu obydwu w jeden kanał stracimy tkwiący w tym urządzeniu potencjał. Sytuacje nieco ratują „dopalacze”, które funkcjonują jak w jednokanałowej lampie i poszerzają paletę barw. Tyle, że znów – raz wybrane w aplikacji poza komputerem nie mogą zostać zmienione.

Co więc zyskujemy? Ultra przenośny head ważący 4,2 kg w wersji HD i 3,6 kg w wersji H. Jeśli będziemy wykorzystywać go z kolumną to zysk wagowy w stosunku do prawdziwego comba lampowego będzie niewielki. Co innego, kiedy postawimy na impulsy i skorzystamy z przodów i odsłuchów scenicznych. THR100H to także świetny i lekki sposób na zabezpieczenia się na wypadek awarii głównego wzmacniacza.

Kupić czy nie kupić oto jest pytanie? I każdy sobie sam odpowie na nie… Rynkowe ceny ukształtowały się dziś na poziomie 3299 zł za podwójny wzmacniacz i 2599 zł za singla. Faktem jest, że za te pieniądze można kupić klika prawdziwych lamp, więc decyzja czy chcemy THR-a nie będzie z pewnością prosta. Na pewno trzeba i warto go spróbować, bo to czołówka sprzętowej cyfry.

Zdjęcia, wideo: Yamaha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *