Spark: Takich Marshalli jeszcze nie było

Mercuraiall w swoich emulacjach do cyfrowego odwzorowania zachowania wzmacniaczy lampowych sięga po wsparcie sieci neuronowych. Brzmi to jak fantastyka naukowa, ale liczy się efekt. A ten jest naprawdę dobry. Niestety nie ma róży bez ognia.

Spark to kompletny cyfrowy modeler, którego centrum są cztery emulacje znanych headów Marschalla: AFD (4 kanały), JCM 800 (2 kanały), JMP Super Lead (2 kanały) z Master Mod, JMP Super Bass (2 kanały) z Master Mod. Uzupełnieniem wzmacniaczy są emulacje kolumn: Bogner Uberkab 412 na Celestion G12T-75, Bogner Uberkab 412 na Celestion V30s, Marshall 1960B z 4×12 Greenback i w wersji z 4×12 JBL K120 (vintage).
Możemy je wirtualnie nagrywać dwoma mikrofonami. Do wyboru mamy trzy modele: Shure SM57 Sennheiser MD441, Royer R121, które możemy skierować na dowolny punkt pomiędzy środkiem a brzegiem głośnika, odsuwając je od niego na odległość od 0 do +6 cali. Proporcje sygnał zbieranego przez mikrofony miksujemy ustawiając według potrzeb suwak MIN 1/2.

Efekty na pokładzie

W wirtualnym rigu mamy także dostęp do przesterów, chorusa, delay, pogłosów i bramki szumów. Najciekawsze są te peirwsze. Raz, że tak jak emulacje wzmacniaczy wykorzystują sieci nuronowe, co przekłada się na brzmienie. Dwa liczy się ich wybór. Nie od dziś wiadomo, że głowy Marshalla (szczególnie takie jak JCM 800) lubią dopalanie Tube Screamerem i to właśnie wariacje na temat TS znajdziemy w Sparku: TS-808, TS-808 Lower Drive Mod, TS-7 Hot, MESA/BOOGIE Grid Slammer. Pozostałe efekty opisać można jedynie jako użyteczne. Dobrze, że są bo otrzymujemy kompletny produkt, ale nie ma tu brzmieniowej rewelacji.Delay można zsynchronizować z tempem ustawionym w DAW-ie. Po wybraniu opcji Sync czas jego pracy będzie odpowiadał wybranej w Sparku wartości (1/2;1/3, 1/4, 1/6, 1/8, 1/12, 1/16). Kiedy wyłączymy synchronizację ustawiać go można tylko „do smaku” – w programie brakuje skali czy to w BPM czy w milisekundach.
Na pogłosy składa się 7 algorytmów, takich jak Chamber, Room, Studio, Hall, Cathedral. Jest także sprężyna, ale nie słychać w niej esencji, czyli charakterystycznego „brzdęku” wydobywającego się dd czasu do czasu z tanka.

Wzmacniacze

Spark to ampsimp skupiający się na czterech sprawdzonych, wspomnianych już wcześniej, konstrukcjach Marshalla:

  • JMP Super Lead Plexi z master modem jest kwintesencją rockowego brzmienia lat 60. i 70. Zdetronizowało ją dopiero po 20 lata pojawienie się JCM 800. Wirtualne Plexi bazuje na 100 watowej (o czym informuje słowo Super w nazwie) konstrukcji z 1968 roku, jest surowy, czuły na artykulacje i aż się prosi o zagranie kilki powerchordów.
  • JMP Super Bass z master modem to niby głowa basowa, która funkcjonowała obok wersji Lead. Właściwie jest to ten sam wzmacniacz, tyle że ze innymi kondensatorami w tone stacku (w uproszczeniu). Ma więcej dołu, równocześnie mniej góry i nieco mniej gainu. Wymyślony dla basistów używany przez gitarzystów, np. Duane’a Allman’a.
  • JCM 800 czyli klasyk brzmienia lat 80. ubiegłego wieku. Tak jak oryginał, wirtualna „osiemseta” przy niskim poziome głośności jest nieco chrapliwa, wystarczy podkręcić Mastera, albo znacząco skręcić potencjometry Treble i Presence i wszystko się zmienia.
  • Marschall AFD to sygnatura Slasha i dźwięk znany z albumu Appetite for Destruction. Oryginalna instrukcja mówi, że heros gitary ustawiał wszystko na godzinę 1, chwytał w dłonie Les Paula i… iskry leciały spod palców. Do dyspozycji mamy tu właściwie dwa wzmacniacze w jednym. Wszystko zmienia przełącznik #34.
    Samo AFD bazuje na zmodyfikowanym Super Lead Plexi (patrzy wyżej), gdzie dodano więcej gainu i Master Volume. Ma tłustsze, mocniejsze brzmienie niż #34 i przede wszystkim jest kwintesencją muzyki zawartej na Appetite for Destruction. #34 to zmodowany JCM800 2203. Brzmi na pozór cienko, ale sprawdza się w mikise. Warto pamiętać, że oryginalny AFD100 miał w końcówce mocy cztery lampy 6550, co jak na marszalowskie konstrukcje jest ewenementem. Niestety Mercuriall w swojej dbałości o szczegóły o tym chyba zapomniał… i mamy do wybou EL34 i 6L6 🙁

Ciekawostka: Nazwa trybu #34 pochodzi o wzmacniacza numer 34, który był wypożyczany od firmy S.I.R. na potrzeby nagrania niektórych partii na płycie AFD.

We wszytskoch emulacjach działają obydwa wejścia I i II, więc jednym ruchem można zmienić brzmienie przełączając z wejścia o dużej czułości na niską. To zresztą jedyny sposób w połączeniu z redukcją gainu i skręceniem gałki Volume na gitarze, by np. z takiego AFD uzyskać znamina czystego brzmienia. Nie ma natomiast ich drugiej pary więc brakuje możliwości ich łączenia, jak to jest praktykowane w prawdziwych headach.
W preampach możemy korzystać z dwóch modeli lamp 12AX7 robionych przez RCA i RSD. Za końcówkę mocy odpowiadają klasyczne dla headów Marshalla EL84 (poza AFD), ale… nic nie stoi na przeszkodzie by użyć lamp 6L6GC.

Zawarte w Sparku cztery modele przynoszą do świata ampsimów to co określamy jako marszalowskim brzmienieniem, o którego historii warto obejrzeć film BBC „Play it loud”. Ogrywając emulacje warto eksperymentować z różnymi kolumnami, ale 4xV30 powinno być tutaj pierwszym wyborem.

Świetnie gra, ale ma apetyt na destrukcję (mocy procesora)

Spark bazuje na odwzorowaniu komponentów w technice SPICE (Simulation Program with Integrated Circuits Emphasis) i opisaniu pracy wzmacniacza serią nieliniowych równań różniczkowych. Do obliczeń wszelkich interakcji używa sieci neuronowych. Efekt jest zaskakujący, wszystko się zgadza co sprawia, że jest to zdecydowanie najlepsza programowa emulacja Marshalli na rynku. Tomasz Dawid Andrzejwski (Mr. Guitarist) poproszony przez cyfrowogitarowo.pl o opinie o Sparku, podsumował go w ten sposób:

Najlepsze i najprostsze w edycji Marshalle w wersji plug-inu… niesamowite. Reakcja na artykulacje świetna. Reakcja mikrofonów mega skuteczna. Jeżeli ktoś lubi brytyjski sound wzmacniaczy Marshall powinien zaopatrzyć się w ten zestaw. I nic więcej nie potrzebuje.

Jest tylko jedno ale… zaawansowane algorytmy, mają bardzo duży apetyt na moc procesora. Na MacBooku Pro (Intel Haswell i5 2×2,4 GHz, 8 GB RAM) połączonym z Motu Travlerem pod Studio One 3, trzeba było podnieść bufor z 64 do 256, wyłączyć wszystkie zbędne aplikacje, przestawić DAW na najniższe z możliwych wartości ustawień, by Spark zabierał 30-40% mocy CPU. Sama emulacja pracować musiała z minimalnym, bo dwukrotnym oversamplingiem. Wtedy dawało się grać.
Niestety 60% zapasu, jakie teoretycznie nam pozostawał nie dawało gwarancji, że nie dojdzie do chwilowego przeciążenia, które zakończy się słyszalnym trzaskiem. Możecie powiedzieć, że testowa platforma nie spełniła minimalnych wymagań, bo przecież specyfikacja mówi, że minimum to procesor 2,6 GHz. Jednak na komputerze z 16 GB RAM-u i procesorem i5 2×2,6 GHz nie było dużo lepiej! O brzmieniu i obciążeniu komputera najlepiej przekonać się samemu. Ściągnijcie w pełni demo i sami sprawdźcie czy oczaruje Wam ucho i będzie łaskawe dla Waszego komputera.

Podsumowanie

O tym jak gra już napisaliśmy. Spark to jeden z wiodących, jak nie najlepszy komputerowy substytut Marshall. Jego główną wadą jest koszmarne zapotrzebowanie na moc procesora. Brakuje mu także obsługi impulsów, ale to można łatwo obejść wyłączając wbudowane emulacje kolumn i skorzystać, choćby z naszego rodzimego Kefira do załadowania IR-ów. Kolejny minus to brak obsługi wtyczki za pomocą komunikatów MIDI. Tę wadę producent powinien jak najszybciej naprawić, by można było np. wprowadzić automatykę w DAW-ie. Mimo negatywów nie można przejść obok Sparka obojętnie.

Info: Mercuriall Audio Software
Cena: 120 USD; demo (brak możliwości zapisu, po 20 minutach reset ustawień i od czasu do czasu pojawia się cisza)

One thought on “Spark: Takich Marshalli jeszcze nie było

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *